search instagram arrow-down

Wpisz swój adres e-mail, aby obserwować mojego bloga i otrzymywać powiadomienia o nowych postach

Instagram

Lwów ma tę magię. Potwierdzam.

W moim słowniku, ale nie tylko moim, dla takich miejsc wybiera się słowo “specyficzne”. Najpewniej oznacza to coś między brzydkim i urokliwym. Może powabnym?
W takim razie Lwów jest jak ja.

Nazywany diamentem Europy Wschodniej i rozdarty między dwoma kierunkami świata. Spogląda na zachód i stara się go naśladować, ale z drugiej strony za jego krótkie nóżki trzymany jest przez  matkę-Ukrainę, rozciągającą się jeszcze daleko, bo około 1000 km, na wschód. Aż do obwodu donieckiego, gdzie wszystkie znaki na niebie mówią, że zaczyna się Rosja. Nieoficjalnie, a może już oficjalnie.

Lwów jest bardzo polski, nie da się ukryć. Może nie ze względu na mieszkających tam rodaków, których jest dużo, dużo mniej niż kiedyś, ale ze względu na jego korzenie czy dające się łatwo odszukać polskie nazwy i napisy. Co więcej, Polak Polaka nie zawsze zrozumie, a Ukrainiec zawsze. Tak myślę. Chyba każdy Ukrainiec kiedyś uczył się polskiego, czy to sam, czy w szkole, a może szukając chleba w naszym kraju. Generalnie, kierunek wschodni nie pozwoli Ci żałować, że opuszczałeś angielski w liceum.

Na pierwszy rzut oka to miasto nie zdradza żadnych szczególnych cech. Oczywiście, starówka jest genialna, opera emblematyczna, a chodniki dziurawe i bieda zagląda do kamienic. Ale jak to mówią, diabeł tkwi w szczegółach. W historii, w gwarze, w zwyczajach, perypetiach i czupurnym charakterze lwowiaków.  Stuknął już miesiąc, od kiedy stamtąd wróciłem, a dopiero niedawno ja się tych szczegółów doszukiwać przestałem. Lwów tak mnie zaciekawił, że wypożyczyłem kilka książek o historii Ukrainy i samego Lwowa – tutaj moja dziewczyna przewróci oczami – oraz wszedłem na www.lwow.com.pl (gdzie znajdujemy historię Lwowa od zarania, czyli połowy XIII. wieku, aż do nasiąkniętych krwią lat 1918-1922). Niewątpliwie, historia tego miasta jest zadziwiająca. Pożar trawił je chyba częściej niż Londyn, Rzym i Gliwice razem wzięte (Gliwice są tu przypadkowe), a wojenna zawierucha tłamsiła je częściej niż wypada. Gdzieś przeczytałem że lwowiacy “zmarłym zazdrościli spokoju”. Mimo nieprzychylnych losów, miasto za każdym razem wstawało silniejsze i w gruncie rzeczy odmienne, lepsze.

Lwów od zawsze był żarliwie płonącym ogniskiem polskości. Tam spiskowano i kultywowano tradycje. Tam budowano plany na przyszłość Polski pod zaborami. Wspaniali Polacy rodzili się tam i umierali. (Ordon, Banach, Konopnicka i wielu, wielu innych).

W czasach zamierzchłych, miasto – może nie tak duże jak Wenecja czy Paryż – było bardziej kosmopolityczne niż mogłoby się wydawać. Lwów miał to szczęście, że znalazł się mniej więcej pośrodku szlaku handlowego łączącego Bałtyk z Morzem Czarnym. Suto obładowane krymskimi jedwabiami karawany pukały do bram Lwowa, a z drugiej strony wtórowały im dostawy bursztynu. Zielonym światłem dla handlu w mieście było tzw. prawo składowe. Nakazywało ono każdemu kupcowi, wędrującemu ze wschodu na zachód i odwrotnie, zatrzymać się w mieście na dwa tygodnie i wystawić na sprzedaż wszystkie swoje towary.

Mógłbym tak bajdurzyć jeszcze przez jakiś czas, ale pewnie kończycie już jeść albo poziewacie, więc przejdę do tego, o czym napisałbym od razu, gdybym się nie rozpisał. Oto, co nadaje charakter Lwowowi.

(możecie,dla lepszego wrażenia, włączyć sobie: tę piosenkę: klik
wielokrotnie przeniosła mnie w czasoprzestrzeni, z niej też pochodzi cytat w tytule)

 

6 nieoczywistych miejsc na mapie Lwowa

1. Kasyno Szlacheckie

Nazywane również Ziemiańskim lub Końskim, ze względu na bogatą klientelę, która wywodziła się ze wsi, a w jej gronie było dużo hodowców koni. Budynek to perła neobaroku i jedna z piękniejszych we Lwowie fasad. Zdobi ją arkadowa loggia oraz dwie figury atlantów – posągów mężczyzn pełniących rolę kolumien.

Szczerze? Czułem się trochę jak w Titanicu. Zobaczcie sami (klikajcie w zdjęcia dla powiększenia).

 

2. Apteka Muzeum

Bardzo blisko ratusza, na jednym z rogów rynku, znajduje się apteka. Niezwykła, bo najdłużej działająca apteka we Lwowie. Leki pod tym adresem można kupić od 1775 roku. W środku znajdujemy gąsiorki opatrzone bardzo starymi metkami, z różnymi substancjami w środku, jak również naprawdę stare narzędzia do wytwarzania medykamentów. Koszt wstępu to symboliczne 15 hrywien, czyli około 2zł, a w środku mały ruch i klimat jak w laboratorium Curie-Skłodowskiej. W muzeum dostępne są podziemia – niegdysiejsza pracownia alchemiczna – a także odrestaurowane podwórko. Żeby się tam dostać, trzeba zagadnąć Panie za ladą o muzeum, wtedy po uiszczeniu drobnej opłaty zapraszają do środka.

 

3. Restauracja Poshta (Poczta)

Nieopodal Apteki, na ulicy Drukarskiej, znajduje się kameralne i bardzo osobliwe miejsce. Restauracja o charakterze poczty, z tysiącami widokówek i zdjęć dawnego Lwowa. Ponadto, jest totalnym must-check-in dla smakoszy. Ja za takiego się nie uważam, ale jadłem tam najlepszy makaron w swoim życiu. Porcje nie są oszałamiające, ale z winkiem weszło aż miło. Polecam gorąco to miejsce, w środku jest pięknie. Jedyny szkopuł to otwarta kuchnia, przez co latem w środku jest niemiłosiernie duszno. Na szczęście z pomocą przychodzą miejsca na zewnątrz.

 

4. Pałac Potockich

Neorenesansowy gmach jak się patrzy. Odrestaurowany w 2002 roku, mieści Lwowską Galerię Sztuki i rezydencję prezydenta Ukrainy we Lwowie. Oprócz obejrzenia  fantastycznych zbiorów (które są niestety niezbyt liczne), możemy pospacerować się wokół Pałacu, może trafiając w ogrodach na koncert i na pewno robiąc sobie zdjęcie na przyległej ulicy Kopernika. Nad głowami rozwieszone są tam parasole – bardzo instagramowy i modny motyw ostatnich lat w wielu miastach świata (z tym samym spotkałem się w Sztokholmie).

 

5. Pomnik plecaka

Spot, którego żaden podróżnik nie powinien nie odwiedzić. Postawiony niedawno na dziedzińcu Wydziału Geografii Uniwersytetu Lwowskiego, pamjatnik rjuksaka – czyli pomnik plecaka. Uwaga, bo łatwo go przeoczyć! Poza semestrem Uniwersytet jest zamknięty dla zwiedzających i tylko dzięki mojej podróżniczej dociekliwości udało nam się tam wejść – za porozumieniem randomowego pracownika z mniej randomowym stróżem Wydziału, który bacznie nas obserwował przez cały nasz, krótki pobyt. Obowiązkowe zdjęcie i lecimy dalej!

 

6. Podwórko zagubionych zabawek 

Mój chyba ulubiony spot we Lwowie, moja wisienka na torcie. Podwórko zagubionych zabawek.
To miejsce, zwłaszcza po deszczu, jest mocno creepy. Ktoś, kiedyś, rzekomo zostawił na podwórku zabawkę, no a reszty można się domyślić. Mieszkańcy zaczęli dokładać nowe, kolejne i kolejne, aż uzbierało ich się tam od groma, żeby nie powiedzieć od c*uja. Znajduje się niedaleko Starego Rynku, który został zdegradowany do zwykłego, zapuszczonego placu oraz u podnóża wzgórza Wysokiego Zamku (od strony południowo-zachodniej). Miejsce warte odwiedzenia, nawet z dziećmi.

Siedząc tam miałem wrażenie, że to tutaj bierze początek seria filmów o przeklętej lalce Annabelle. Spójrzcie tylko:

 

To już koniec.

Jakby komuś było mało moich barwnych głupot, może odwiedzić >tę stronę< . Piszę tam o Lwowie i o swoich spostrzeżeniach dla miesięcznika Wobec. Na końcu znajdziecie również obszerniejszą galerię zdjęć mojego autorstwa.

A tymczasem ja się z Wami żegnam i dziękuję za uwagę. Aha, bym zapomniał.. koniecznie idźcie na Cmentarz Łyczakowski podczas pobytu we Lwowie.

Darz bór!
H.

 

Leave a Reply
Your email address will not be published. Required fields are marked *

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: