search instagram arrow-down

Wpisz swój adres e-mail, aby obserwować mojego bloga i otrzymywać powiadomienia o nowych postach

Instagram

Życie w mieście potrafi człowieka zniecierpliwić, zezłościć, sfrustrować. Aby nie zwariować, najczęściej uciekamy gdzie pieprz rośnie, z dala od cywilizacji. Nic tak nie głaszcze skołatanych nerwów jak śpiew ptaków albo szum sitowia. Stajemy się silniejsi, kiedy nasz oddech dostosowuje się do rytmu natury. Obserwowanie owadów krążących uparcie wokół kwiatów zapewnia nam rozrywkę, która w takim momencie w zupełności wystarcza nam do szczęścia. Wystrzelenie się na orbitę dzikiej natury przysparza doznań zgoła innych niż miasto, może mniej intensywnych, ale jakże prawdziwszych.

Wiosna to czas, kiedy do świadomości ludzkiej szczególnie mocno uderzają potrzeby takich doznań. Świat wokół rozkwita i budzi się do istnienia po zimowym letargu. A my razem z nim. Zapominamy powoli o krótkich i nijakich zimowych dniach, zdrapujemy z butów ostatnie resztki piasku i soli drogowej, po czym chowamy do szafy, żeby wyjąć dopiero późną jesienią. Zrzucamy ciężkie kurtki i zamieniamy je na wiosenne płaszcze. Dni są już dłuższe, a w człowieku jakby więcej ochoty do życia. Myślimy – pojadę gdzieś! Weekend zapowiadają w końcu piękny i ciepły. Hmm, może Tatry? Przecież tam najładniej.. no i te kwiaty kwitną chyba. Krokusy w sensie.
..pomyślało 40 tys. osób.

Szafran spiski czy może zwyczajowo – krokus. Gatunek będący w Polsce pod ochroną. Największe jego skupiska znajdują się w górach na południu Polski, w parkach narodowych. Sprawca arcywielkiego zamieszania i masowego szału. Kwitnie od marca do kwietnia, a jego najbardziej znane skupisko to Polana Chochołowska w Tatrach.

Nie bez wstydu przyznam się, że również ja z dziewczyną ulegliśmy pokusie pojechania w Tatry, kiedy górska strona mediów społecznościowych zrobiła się fioletowa. Faktycznie, piękne te polany – pomyślałem. Zdjęcia takie dobre – może mi też jakieś wyjdzie.

Wstrząsu numer jeden doznałem już przy wjeździe na Siwą Polanę, u progu Chochołowskiej. Dlaczego? Nigdzie, w żadnym mieście i na żadnym parkingu nie widziałem tak ogromnego skupiska aut. Parking został powiększony na potrzeby okoliczności, a spomiędzy kół wystawały pierwsze w dolinie krokusy. Stłamszone, rozjechane. Była niedziela, godzina ósma rano i niestety to był dopiero początek.

Słyszałem o tych tłumach w Chochołowskiej na krokusach, ale przez cały czas wydawało mi się to gadanie trochę przesadzone. Musiałem chyba zobaczyć wszystko na własne oczy. Kolejka po bilet nie była ogromna, czekaliśmy może z 10min. Więc oni wszyscy, właściciele tych wszystkich aut już tam byli? Już walili tłumnie na spotkanie krokusom.

Na szlaku było tłoczno, a ja nigdy nie czułem się w górach bardziej miejsko. Matki pchające wózki z dziećmi kołyszącymi głowami, ludzie z psami, dzieci machające patykami, akcydentalni fotografowie. Wszyscy razem ku polanie z kwiatkami. Ten kto przyjechał odpocząć, mocno się zdziwił.

Wstrząsu numer dwa doznałem po dotarciu do schroniska na końcu Polany. Kolejka do toalety sięgała drzwi wyjściowych, a po jedzenie ci wszyscy spoceni ludzie byli gotowi stać nawet godzinę. Przez chwilę stałem i spocony ja, chcący napić się piwa. Zrezygnowałem, kiedy naskoczyli na mnie zdenerwowani ludzie, którzy twierdzili, że źle stanąłem i wygnali na właściwy koniec kolejki.

Wielu więcej mikrowstrząsów doznałem idąc Polaną Chochołowską. Ludzie rozdeptywali kwiaty bez pardonu. Na nic były słowa wolontariuszy- bo przecież skoro haruję cały tydzień to nikt nie ma prawa mi teraz niczego zabraniać. Niektórzy pokładali się na kwiatach, bo przecież będzie lepsze ujęcie. Schodzili ze szlaku i wchodzili głębiej, żeby być dalej od tłumów. A za nimi podążali inni. Nawet ja z Pauliną weszliśmy wydeptaną ścieżką trochę w głąb Polany żeby zająć fajniejsze miejsce do leżenia, zapominając że w miejscu tej ścieżki mogłyby wyrosnąć nowe krokusy!

Pomysł, żeby opisać niedzielne wydarzenia, zrodził się już podczas wyjazdu. Już podczas przedzierania się przez tłum rozgorączkowanych ludzi. Chcę w ten sposób dołożyć swoją cegiełkę do ratowania krokusów, ratowania parku narodowego. Dlatego:

  1. Nie ulegajmy krokusowemu szaleństwu! Zastanówmy się nad wyborem dnia, zrezygnujemy z weekendu.
  2. Będąc w górach, pamiętajmy o nie oddalaniu się od szlaków i odpoczywaniu w miejscach do tego przeznaczonych! Dajmy dobry przykład innym!
  3. Szanujmy siebie nawzajem – nie depczmy sobie po piętach!
  4. Pilnujmy dzieci – one nie rozumieją znaczenia parku narodowego.
  5. W miarę możliwości nie wyruszajmy na krokusy przed południem. W tych godzinach są zawsze największy tłumy. A przecież o zachodzie jest piękniej.
  6. Pod żadnym pozorem nie zrywajmy kwiatów.
  7. Wybierzmy mniej zatłoczone miejsca, takie jak np. Polana Kalatówki (bardzo blisko miasta).
  8. Pamiętajmy, że dobre zdjęcie nie jest tak ważne jak dobro przyrody. Myślmy o tym, co zostawimy po sobie dla innych pokoleń.
  9. Miejmy na uwadze fakt, że nawet jeśli w tym miejscu nie rosną kwiaty, mogą tam kiedyś urosnąć. Pozwólmy im!
  10. Nie śmiećmy – krokus na pewno nie urośnie na nawozie z puszek po energetykach.

Gdyby tak każdy stosował się do tych 10 zasad, wiosna w Dolinie Chochołowskiej na pewno miałaby inny charakter. Nie bójmy się zwracać uwagi, powiedzmy to głośno!

Roześlij do nieuświadomionych znajomych 🙂

Pozdrawiam,
H.

 

 

This entry was posted in Tatry.
Leave a Reply
Your email address will not be published. Required fields are marked *

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

w

Connecting to %s

%d bloggers like this: