search instagram arrow-down

Wpisz swój adres e-mail, aby obserwować mojego bloga i otrzymywać powiadomienia o nowych postach

Instagram

W 2009 roku Barcelona była czwartym najlepszym miastem dla biznesu i najszybciej rozwijającą się europejską metropolią ze wzrostem gospodarczym wynoszącym 17% rocznie. W obszarze metropolitalnym Barcelony znajduje się 65.9% wszystkich zakładów przemysłowych Katalonii. Miasto jest na piątym miejscu na świecie w ilości organizowanych co roku międzynarodowych spotkań kongresowych… blabla bla. Faktycznie, to bardzo prężnie prosperujące miasto i jest “naj” pod wieloma względami. Barcelona chełpi się m.in. największym akwarium w Europie, a według niektórych doniesień poleżymy tam na najlepszych plażach na świecie. W mieście możemy zwiedzić również jeden z najstarszych uniwersytetów na świecie, a kościół Sagrada Familia po zakończeniu budowy ma nie mieć sobie równych pod względem wysokości. Należy wspomnieć też o klubach sportowych, triumfujących w różnych dyscyplinach. Jak to powiedział mój kolega: “Camp Nou, reszta ch*j”. Niemniej..

To nie będzie kolejny tekst hołdujący stolicy Katalonii. Przed Państwem subiektywna lista mniej lub bardziej irytujących faktów, o których warto wiedzieć przed wyjazdem do Barcelony.


Zaraz po Świętach ruszyłem ze znajomym Szczerbą na stopa do Barcelony. Na stopa. W zimę. Do tej pory nie wiem co mnie podkusiło? Po wielu incydentach, o których z dużym prawdopodobieństwem jeszcze tu opowiem, ostatecznie udało nam się dotrzeć do celu. Od wyjazdu z Polski mijało wtedy pięć dni, a drugie tyle na zwiedzanie mieliśmy przed sobą. To wystarczający czas, by odrobinę wtopić się w tłum i posłuchać rytmu miasta, a na pewno wystarczający, żeby wyrobić sobie własną opinię na temat miejsca i stwierdzić, dlaczego wolimy Suwałki.

Oto kilka powodów, dla których Suwałki > Barcelona

1. Tłumy

Dla mnie, człowieka który na pustkowiach znajduje ukojenie, Barcelona okazała się nieco przytłaczająca. Chodniki rozdeptują tam turyści z całego świata. Z głównych atrakcji, najczęściej odwiedzana jest La Rambla, najsłynniejsza ulica miasta i wieczorami, nawet nie w sezonie, trudno tam swobodnie się poruszać.

2. Zlepek kulturowy

Znaczny odsetek ludności stanowią imigranci. Głównie z Ameryki Łacińskiej i Afryki. Nie jestem zatwardziałym ksenofobem i nie chce zagłębiać się w ten temat w momencie kiedy cała Europa otwiera granice dla imigrantów, ale niekiedy czułem się tam niepewnie, będąc nieustannie nagabywany do coffee shopów przez obywateli Nigerii.

3. Kradzieże i przestępczość

Z tego, czego się dowiedziałem od localsów, barcelońska policja jest solidna. Radiowozów jest dużo i widać, że miasto dokłada starań, aby utrzymać porządek na ulicach. Bezsilna natomiast jest wobec kieszonkowców i złodziei. Miasto Gaudiego nazywane jest światową stolicą złodziei i niestety nie bez przyczyny. Potwierdziło się to na naszej skórze.. kiedy siedząc w McDonaldzie, pewna para, na oko z Ameryki Południowej, bez ceregieli przysiadła się do stołu blisko nas, czym uśpiła naszą czujność. Facet nogą podsunął do siebie plecak, który leżał na posadzce i jak gdyby nigdy nic wyszedł. O tym co zaszło, zorientowaliśmy się dopiero po godzinie, kiedy na wszystko było już o godzinę za późno. Hopeless case. Słyszałem też, że bardzo niebezpiecznie jest wieczorami w Raval, dystrykcie najstarszej dzielnicy Barcelony – Ciutat Vella – mam na myśli tutaj kradzieże zegarków pod groźbą obcięcia dłoni.

4. Tkanka miejska

Nie chcę uchybiać zbytnio zabudowie miasta. Nie mówię ze jest nijaka jak tłuczone kartofle, ale oprócz głównych atrakcji, placów czy pięknych parków, barcelońska tkanka miejska jest jednak odrobinę nudna. Spacerując ulicami ulega się wrażeniu, że ktoś tu zrobił kopiuj-wklej. Jest w tym zapewne dużo prawdy. Współczesna koncepcja urbanistyczna Barcelony została ściśle zaprojektowana na podstawie siatki, z ulicami jednakowej szerokości 20 metrów i blokami miejskimi o ściętych krawędziach, co dodawać ma przestrzeni, a skrzyżowaniom nadawać charakteru placów. Odnieście się do tego po swojemu, ale ja wolę jednak czasem pole w środku miasta.

5. Naturyści

Hiszpanie nie mają problemu z nagością na plażach, a naturystom udziela się społecznego przyzwolenia. Abstrahując już od faktu, że jesteśmy mentalnym zaściankiem Europy, typowego Polaka może szokować widok nagiego człowieka na plaży. Niektórym naturyści kojarzą się z pięknymi kobietami i przystojnymi mężczyznami. W celu zweryfikowania wyobrażeń z rzeczywistością polecam wybrać się na spotkanie naturystom. Nie chcę wspominać, co zobaczyłem na plaży Barceloneta – najsłynniejszej plaży miejskiej i ile ważyła ta Pani.

6. Ceny

Polskie realia zarobkowe nijak korelują z tymi zachodnioeuropejskimi. Boleśnie doświadczyłem tego na własnej skórze. W Barcelonie cenom zdecydowanie bliżej do tych skandynawskich niż wschodnioeuropejskich i należy przygotować się na poważne wietrzenie portfela. Od croissantów, przez komunikację miejską i street food, po ceny atrakcji – jest drogo. A szczególnie w spotach turystycznych, gdzie ceny są zawyżone pod zwiedzających i gdzie następuje, jak mam w zwyczaju to nazywać, golenie frajerów. Za głupi magnez na lodówkę w kształcie Sagrady należy płacić minimum 4 euro.

7. Skutery

Nie mam nic przeciwko skuterom i motocyklom, chyba że jest ich więcej niż aut. W Barcelonie jest ich chyba dwa razy więcej i nieustannie wiercą dziury w bębenkach turystów. Na pewno jest to rzecz, do której idzie się przyzwyczaić, mi natomiast zajęłoby to chyba nieco dłużej, a już na pewno dłużej niż kilka dni.

8. Wiatr

Hiszpania to kraj o lekko zróżnicowanym klimacie. Barcelona znajduje się w pólnocno-wschodniej części kraju, gdzie dominuje klimat śródziemnomorski, co oznacza gorące i suche lata oraz łagodne zimy. Łagodne oznacza od 0 stopni wzwyż, co dla Polaka z dalekiej północy stanowi prawie że komfort termiczny. Taki klimat sprzyja całorocznej turystyce masowej. My Polacy najczęściej w zimie decydujemy się na podróż do Hiszpanii, co daje nam efekt przedłużonego lata. I nie ukrywajmy, loty są wtedy nawet kilka razy tańsze. Pogoda zimą jest tam istotnie dobra, z jednym ale. Według localsów, co roku przez pewną część zimy w Barcelonie bardzo wieje. Wieje jakby chciało urwać głowę. I to tyle. Sądziłem, że warto o tym wspomnieć.


Co by nie wyjść na malkontenta, na tym zakańczam. Nie sądziłem, że będę potrafił napisać tyle zdań wielokrotnie złożonych i wpis zajmie tak dużo. Do Barcelony w gruncie rzeczy już zawsze pozostanę w stosunku ambiwalentnym.

W panelu bocznym możesz zostawić swojego emaila, aby być od razu powiadamianym o nowym wpisie. Dziękuję, że dotrwałeś do końca! Wrzucam poniżej kilka zdjęć, enjoy 🙂

H.

One comment on “Dlaczego NIE warto jechać do Barcelony?

  1. Krzysztof says:

    Czytajac te mysli wraca do mnie czas kiedy jako 17 latek potrafilem jezdzic bez grosza przy duszy miesiacami po Europie Na stopa:).
    To jest prawdziwa niekonwencjonalna i z niczym nieporywnaywalna wolnosc.
    Wolnosc nie jest przejawem portfela ale wynika z umyslu. To czuje sie w Twojej historii i powiem wiecej pojechalbym z Wami Na stopa nastepnym razem.

    Liked by 1 person

Leave a Reply
Your email address will not be published. Required fields are marked *

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: