search instagram arrow-down

Wpisz swój adres e-mail, aby obserwować mojego bloga i otrzymywać powiadomienia o nowych postach

Instagram

Znajdą się na pewno osoby, które doskonale wiedzą, o jaką górę chodzi. Znajdą się i takie, które nie mają pojęcia o czym mowa w tytule. Jestem tu po to, żeby już nikt nigdy nie zawahał się z odpowiedzią, zapytany przez Słowaka o ich narodową górę. Znajduje się ona we fladze, hymnie, na eurocentówkach, zakorzeniona jest głęboko w ich narodowej świadomości i posiada status niemal świętej góry. Uznawana przez wielu za najpiękniejszą sylwetkę całych Tatr. Wznosząca się na 2494m, wybitna na 400m, dobrze widoczna z wielu miejsc w polskich Tatrach (np. z Kasprowego) — z charakterystycznie krzywym wierzchołkiem.

Nie dam rady dłużej owijać w bawełnę. Chodzi o Krywań.
Zapraszam na wycieczkę 🙂


Plan zdobycia Krywania narodził się trochę spontanicznie. Ze Szczyrbskiego Jeziora rusza sporo ciekawych szlaków, więc mieliśmy kilka opcji do wyboru.  Często po intensywnym dniu, następnego wstaje się o wiele później niżby się chciało. I tak też było wtedy. Po lekkim śniadaniu i zaopatrzeniu się w Jägermeistera, ruszyliśmy w kierunku czerwonego szlaku i… było po 11:00. Straciłem już wszelką nadzieję, że kiedyś nauczę się wstawać na szlak przed brzaskiem.

TRASA: SZCZYRBSKIE JEZIORO — ROZSTAJ PRZY FURKOTNEJ DOLINIE — ROZSTAJ PRZY JAMSKIM STAWIE — WIELKI ŻLEB KRYWAŃSKI — MAŁY KRYWAŃ — KRYWAŃ

CZAS PRZEJŚCIA: 5-6h

route-ac5a845b-600x362

Według wstępnych obliczeń, mieliśmy dotrzeć na szczyt jeszcze przed zachodem. Temperatura była raczej majowa, a nie październikowa. Niżej nad Słowacją zalegały lekkie chmurki, ale nad szczytami niebo było czyste jak łza. To zapowiadało ciekawy seans o zachodzie słońca. Zanim weszliśmy na Tatrzańską Magistralę (wygodny czerwony szlak biegnący południowymi zboczami Tatr Wysokich), pozwoliliśmy sobie jeszcze trochę czasu zmarnować nad Strbskim Plesem (Szczyrbskim Jeziorem).
Dlaczego? Odpowiedź poniżej.

DSC00850_1

To niezwykle urocze miejsce, nazywane często kurortem dla bananów. Ceny faktycznie są dosyć wysokie, ale to nie przeszkadza turystom licznie odwiedzać Strbskie Pleso, zarówno tym słowackim jak i zagranicznym. Łatwo można dojechać tam samochodem lub elektriczką. Jest również ośrodkiem sportów zimowych i jeśli szczęście Ci dopisze, spotkasz tam słowackich hokeistów narodowych. Ostatnio zdjęcia z tego miejsca wrzucała na IG również znana słowacka tenisistka.

Znad brzegu jeziora widać także nasz ówczesny cel – Krywań, Wydaje się blisko, ale na szczyt pozostaje około 10km drogi z ponad 1300-metrowym przewyższeniem.

DSC00865_1

Po dłuższej chwili na zdjęcia i momencie dla duszy, ruszyliśmy na magistralę.

DSC00878_1

Ścieżka, jak widać, jest bardzo wygodna. Biegnie niemalże poziomo wzdłuż Tatr. Wiele osób biega nią z psami, znajdą się też spacerujące osoby starsze. Małym nakładem sił można tam podziwiać dużą część płaskiej Słowacji i majaczące w oddali Niżne Tatry.

Po kilkudziesięciu minutach spokojnego marszu, osiągnęliśmy pierwszy punkt kontrolny wyprawy.  Niech to miejsce będzie przeklęte na wieki — zostawiłem tam na kamieniach wodę i miałem już do końca dnia o nią żebrać.. 😦

DSC00879_1

Po kilkunastu minutach odpoczynku ruszyliśmy dalej, ja lżejszy o 2 litry. Od tego momentu, magistrali zostało jeszcze trochę ponad 2 km. Później szlak łączy się z niebieskim i rozpoczyna się wreszcie podejście na masyw Krywania.

Idąc niebieskim szlakiem pod gorę, w pobliżu strumyka, minęło trochę czasu zanim wyszliśmy ponad granicę lasu. Szlak nie przysparzał większych trudności – tradycyjne kamienne schody. Pomiędzy kosówkami wreszcie zrobiło się chłodniej. Wiele osób już dawno schodziło, kiedy my byliśmy powiedzmy w połowie drogi na górę. Taki los wybraliśmy. Jak się później okaże, to my wybraliśmy lepiej od innych.

Widok na Tatry Zachodnie spomiędzy kosówek. Mniej więcej 1800 m.
DSC00892_1

Kopuła Krywania coraz bliżej. (Kliknij, żeby powiększyć)

Odcinek szlaku ponad kosodrzewiną jest mega przyjemny, prosty i widokowy. Prowadzi trawersem zbocza Małego Krywania, do którego później podchodzi lekką pętlą, od strony żlebu. Oto kilka podglądów tego odcinka. Przedostatnie zdjęcie w mozaice to popas z widokiem na Liptów; na ostatnim Krywań od strony południowej. Jak na dłoni. I wszędzie te rude trawy. So hot!

W ramach ciekawostki, warto wspomnieć o corocznym, odbywającym się około 16 sierpnia, pochodzie Słowaków na Krywań. Pochód ten, o charakterze patriotycznym, korzeniami sięga do roku 1841. kiedy to na szczyt weszli słowaccy działacze odrodzenia narodowego. Po więcej szczegółów odsyłam do internetów! To bardzo ciekawy temat.

My tymczasem zapinamy pasy i przenosimy się z powrotem na zdradzieckie osuwiska Krywania 😀

Wspominałem wyżej o pochodzie. Podczas takiego, jednocześnie szczyt może atakować nawet 500 osób. Jednak w takie słoneczne dni, jak ten który trafił się nam, spotkanie tłumów można przyjąć za pewnik. Mając jeszcze dużo przed sobą, wykorzystałem duży zakres ogniskowej, żeby przyjrzeć się sytuacji na szczycie. Ludziów jak mrówków 🙂
DSC00930

Po przejściu trawersu pod Małym Krywaniem, szlak za zboczem skręca w prawo. Pnie się coraz wyżej. Po lewo mamy stromiznę opadającą do Wielkiego Żlebu Krywańskiego. Ścieżka jest przyjemna, ale trzeba być uważnym przy mijaniu się ze schodzącymi. (patrz poniżej).

Na zdjęciu wyżej, staliśmy u wrót najtrudniejszego etapu, który tak naprawdę jest ostatnim etapem. Jego trudność nie polega na eksponowanych momentach czy trudnościach technicznych. Zwyczajnie wymaga dosyć dobrego przygotowania fizycznego, jeśli chce się utrzymywać tempo. Ten odcinek nieco przypomina podejście na Rysy od polskiej strony. Kto był, ten wie o co chodzi. Non stop, mozolnie pod górę.
Formalnie, oznaczenia szlaku prowadzą przez Małego Krywania. Taką drogą poszliśmy. Dużo ludzi jednak decyduje się skrócić sobie drogę. Na zdjęciu poniżej przeprowadziłem profesjonalne oznaczenie szlaku alternatywnego. Da się tamtędy bezpiecznie i dużo, dużo szybciej dostać na grzbiet. Strzałka wskazuje szlak właściwy, na Mały Krywań.
DSC00935 2

Zanim przejdę dalej, chciałbym Wam jeszcze pokazać ogromny żleb za naszymi plecami wraz ze szlakami po obu jego stronach. Jeden, którym szliśmy i drugi prowadzący ze słowackiej miejscowości Podbańska (klikajcie w zdjęcia dla powiększenia)

*zdjęcie po prawo ↑ i kilka wstawionych wyżej wykonał Kamil Brenk (www.mywildside.pl)

Z Małego Krywania nie mam praktycznie zdjęć. Skupiłem się na jak najszybszym przejściu tego momentu. Nie było tam zbytnio czego fotografować. Daleka perspektywa Słowacji – czyli wszystko i nic.

Klik klik:

 

W następnej kolejności idzie się kawałek płaskim grzbietem. Później czeka ostatnie kilkanaście minut podejścia na szczyt. Czasem nie wiadomo gdzie jest szlak, czasem idzie się po dużych płytach jak na Kościelec, gdzieniegdzie zalega śnieg całym rokiem i nieraz buty “toną” w gruzie. Ale nie można powiedzieć, że ten ostatni kawałek jest jakoś nad wyraz trudny. Taki do przejścia, dla ludzi i dzieci. Zdjęcie poglądowe poniżej.
IMG_6296_DxO

fot. Kamil Brenk ↑ (www.mywildside.pl)

Po kilkunastu minutach dotarliśmy na szczyt! I uwaga… stało się niemożliwe!! Byliśmy tam sami, zupełnie sami! Nieświadomie, nie spiesząc się ze śniadaniem, wstrzeliliśmy się idealnie na zachód, kiedy wszyscy zdążyli już czmychnąć do dolin. Kilka godzin wcześniej musiało być tam naprawdę gwarno. Po naszym przyjściu, towarzyszył nam jedynie krzyż 😀
Trzeba przyznać, że panorama z Krywania wbija w krzesło. Oczywiście to przysłowiowe, bo zdjęcia nigdy nie oddadzą tego klimatu. Lodowaty wiatr wwiercający się w każdą komórkę twarzy, zdzierający ubranie i świszczący w uszach aż miło. Dookoła przestrzeń wręcz zatrważająco piękna. Począwszy na dalekich wierzchołkach Tatr Zachodnich, kończąc na wystającym nad inne granie szczycie Gerlacha. Widać Bystrą, Czerwone Wierchy, Kasprowy, Giewont, Świnicę, Orlą Perć, Mięguszowieckie Szczyty, Rysy, Wysoką, Łomnicę, Gerlacha… czyli najbardziej znane tatrzańskie szczyty.. oraz wiele, wiele innych. Naprawdę: stojąc na tych 2494 metrach, potęga gór jest niemal przytłaczająca. Nie sądziłem, że jest tam tak kosmicznie. Musiałem sam się o tym przekonać. Zastrzyk endorfin na górze gwarantowany!

Wrzucam małą galerię ze szczytu. I panoramę w wersji sam-sobie-ją-poskładaj-w-myśli 🙂
Zwróćcie uwagę na morze chmur nad Polską. Świetne zjawisko.

This slideshow requires JavaScript.

A tu ↓ piękny (wg mnie bo mój HEHEEHE) kadr wgryzających się w Tatry Zachodnie chmur
DSC01006_1DSC00985

Liptowskie Kopy, Kopa Kondracka i Giewont ↓↓
DSC00980
Tabliczka upamiętniająca wejście Ľudovíta Štúra, słowackiego działacza odrodzenia narodowego oraz krzyż na Krywaniu ↓↓


Ciekawe ciekawostki!

  • Krywań od 1935 jest oficjalnie narodową górą Słowaków
  • ściany Krywania mają do 500m
  • na szczycie był Stanisław Staszic
  • na zboczach Krywania istniały już w XV w. kopalnie złota i antymonitu zwane Krywańskimi Baniami
  • Krywań był także w herbie socjalistycznej Słowacji
  • o Krywaniu pisał Kazimierz Przerwa-Tetmajer i śpiewali Skaldowie

Na koniec serwuję kadry już z zejścia, w mocno czerwonej dominancie. Klikajcie na zdjęcia

Krywań na pewno godny polecenia każdemu!


Dziękuję, drogi czytelniku, że wytrwałeś do końca. Jeśli Ci się podobały moje głupoty, proszę podziel się ze znajomymi! 🙂 🙂 Darz bór!

H.

 

 

 

 

 

Leave a Reply
Your email address will not be published. Required fields are marked *

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: