search instagram arrow-down

Wpisz swój adres e-mail, aby obserwować mojego bloga i otrzymywać powiadomienia o nowych postach

Instagram

Zabieram Was dzisiaj na przełęcz, której nazwa kilka lat temu nieco mnie zaintrygowała. Wówczas moja wiedza o Tatrach ograniczała się do tego, że byłem świadomy istnienia Rysów, Morskiego Oka i niedźwiedzi. Ruskobrzmiąca nazwa kazała mi odrobinę poszperać… i możliwe że tak zaczęła się moja eksploracja Tatr. Mowa o przełęczy Zawrat- legendarnym miejscu, gdzie swój początek bierze Orla Perć.


TRASA: Kuźnice – Polana Jaworzynka – Przełęcz miedzy Kopami – Schronisko PTTK  Murowaniec na Hali Gąsienicowej – Czarny Staw Gąsienicowy – Zawrat

profil topo zawrat

Ostatnio zacząłem uskuteczniać weekendowe wypady w Tatry. Wszystko spoko, gdyby nie fakt, że mam do nich 400 km. I tak to jest właśnie – jak się człowiek zakocha, to później trzeba dymać kilometry…
Godzina 7. rano, wstawał słoneczny listopadowy dzień, ja zameldowałem się na dworcu PKP Zakopane. Czekał tam na mnie kolega (który dyma 600 km). Po chwili, jechaliśmy już do Kuźnic (bus 3 zł vis a vis PKP), gdzie startuje wiele popularnych turystycznie szlaków i oczywiście nasza niepolska kolej linowa dla bogatych.
Kuźnice znajdują się trochę wyżej niż miasto i często można znaleźć tam śnieg, podczas gdy w Zakopanem jeszcze go nie ma lub zwyczajnie stopniał. Wysiedliśmy, był śnieg, a ja w duszy rzekłem do siebie Kur*a, jak zimno. Kur*a, jak ja ten plecak doniosę na Zawrat, jak ledwo go z busa wyjąłem. Kur*a.
Ten kto chodzi po górach, wie o czym mowa. Przez pierwsze pół godziny człowiek się rozgrzewa i wchodzi na obroty. Ten etap rzadko bywa przyjemny. No ale szybko znaleźliśmy żółty szlak, zapłaciliśmy za wstęp do TPN (5 zł, ulgowy 2,5) i rozpoczęliśmy batalię.

0

Wiercę Piętą fotografi #1

Z początku ścieżka pięła się lekko do góry, była całkiem wygodna. Po paru minutach zacząłem robić zdjęcia. Chciałem też obfotografować wejście na szlak, ale w tym niedogrzaniu źle poustawiałem ekspozycję i w efekcie zdjęcia wyszły beznadziejne. Więc ich nie zobaczycie 😀
Wybrany przez nas żółty szlak prowadzi przez Dolinę Jaworzynki. Po niedługim czasie  dobijamy do pierwszej przystani w tym rejsie ku zmaganiom, do Polany Jaworzynki.

3

Fot. Kamil Brenk –  http://www.mywildside.pl 

1Na Polanie stoi kilka chatek pasterskich. Wydają się opuszczone i niszczejące. Nie wiem jaka jest geneza tej głupiej zależności, że zawsze kiedy przechodzę obok opuszczonego budynku, w mojej głowie pojawiają się myśli: A może się tam wprowadzę… po co mi ten kredyt na całe życie. Odrestauruję, może nikt się nie zorientuje? Na takich głębokich rozważaniach minąłem Polanę Jaworzynka. Swoją drogą bardzo ładną.

2

Przepychanka pór roku

Wkrótce za Polaną szlak skręca ostro w prawo i zaczyna się wznosić. Pamiętam, że tutaj pierwszy raz pożałowałem, że nie mam raków. Ale nie podczas tego wyjazdu, tylko jednego z pierwszych zimą, jeszcze jako młody wilk, kiedy przyjeżdżałem “nad Morskie Oko i do domu”.
W tym miejscu rozpoczyna się ostrzejsze podejście na Przełęcz miedzy Kopami. Zimą to miejsce może być wyślizgane, ze względu na dogodne miejsce do dupozjazdów. Spieszę wytłumaczyć znaczenie słowa dupozjazd;

DUPOZJAZD – forma przemieszczenia się w dół szlaku przy użyciu czterech liter. Wykorzystywana chętnie przez wielu. Przyspiesza zejście, czasem jest jedyną opcją, służy również znudzonym życiem piechurom; także dla tych, co się wy**bali.

This slideshow requires JavaScript.

Szlak coraz śmielej prowadzi do góry, od czasu do czasu odbijając w prawo lub lewo. Zanim dotrze do Przełęczy, oferuje całkiem ciekawe widoki na Giewont i Czerwone Wierchy, a po trochu również na Zakopane i okoliczne górki. W tle majaczy królowa Beskidów, Babia Góra.

This slideshow requires JavaScript.

9

On czuwa cały czas

6

To ośnieżone to Babia. Nie wiem jak Wy, ale ja widzę też warstewkę smogu na tym zdjęciu

No i dobra. Po paru przerwach, to na picie, to na zdjęcie kurtki, czy na przepakowanie czegoś, dotarliśmy do Przełęczy między Kopami. Tutaj żółty szlak wciela się w niebieski. Od tej pory już rzut beretem na Halę Gąsienicową- mekkę turystów, duży węzeł szlaków i zarazem miejsce na dłuższy odpoczynek.

10

Widok z Przełęczy to takie mocne 3/10

11                        14

12

Fot. Kamil Brenk – http://www.mywildside.pl

   W taki piękny, słoneczny weekend Tatry zalewa dziki tłum turystów. Nie będę się skarżył, bo inni mają takie samo prawo do tego, żeby przyjechać w Tatry jak ja, ale zauważyłem jeden zasadniczy problem. Śniegu nasypane było sporo, a wydeptana ścieżka była dosyć wąska. Często przystawaliśmy, robiąc sporo zdjęć, a ludzie strasznie nachalnie przepychali się po szlaku, nieraz psując ujęcie. Niekiedy trzeba było ustępować miejsca, wpadając po kolana w śnieg. Ludzie, gdzie Wy tak pędziliście? Żeby Wam w Murowańcu szarlotki nie wyjedli?
Po jakimś czasie dotarliśmy na Halę Gąsienicową. Szlak, jak dotąd, nie przysporzył żadnych trudności. Ale tak między Bogiem a prawdą, połączenie słońce + śnieg zaczęło trochę dawać się we znaki.
16

17

Ten widok upaja zawsze- Hala Gąsienicowa

   Tutaj przyszła pora na dłuższą przerwę. Nie omieszkaliśmy uraczyć się piwem i szarlotką w Schronisku PTTK Murowaniec. Moim zdaniem trochę przesadzili tam z cenami, bo normalnie w schroniskach nie jest jakoś tanio, a Murowaniec jest chyba najdroższy. Wiąże się to niewątpliwie z tłumami jakie się tam przewalają.  Zdjęcia z wnętrza schroniska Wam daruję.

This slideshow requires JavaScript.

Jeszcze tego dnia miał w Tatry nadejść wiatr halny. Tworzący się wał fenowy widać na jednym ze zdjęć

   Po godzinie byczenia się, zakładamy raki i stuptuty i ruszamy dalej niebieskim szlakiem w stronę Czarnego Stawu Gąsienicowego. Uwaga, trzeba być uważnym i pójść w dobrym kierunku. Jak wspominałem, na Hali i przy samym Murowańcu mamy mnogość szlaków do wyboru.

26

Niebieski szlak – kierunek Zawrat. Let’s go!

 

 

 

 

28

Piękne sylwetki Kościelców

 

 

32

Tak wyglądała droga nad Czarny Staw. Widok pasjonujący

Zajęło kawałek, żeby nogi przyzwyczaiły się do założonych raków, a ciało przywykło do nowej koordynacji ruchowej. Droga nad Staw kluczyła pomiędzy drzewami, w lawinowym terenie, ale jedyna lawina jaka mnie spotkała to lawina turystów. Uwolnienie miało nadejść dopiero ponad Stawem. Po około 20 minutach dotarliśmy nad Czarny Staw Gąsienicowy. To w sumie ważne, żeby dodawać “Gąsienicowy” w nazwie. Są jeszcze: Czarny Staw pod Rysami i  Czarny Staw Polski, a pewnie to nie jedyne. 3738

Otoczenie stawu, trzeba przyznać, robi wrażenie. Ostre granie i skalne gardziele wszędzie dookoła. Nie posiadam na tyle szerokokątnego obiektywu, żeby objąć wszystkie ściany na raz, a szkoda. Przydałby się wtedy jak nigdy. Nad Stawem było odczuwalnie chłodniej, bo wiatr rozpędzał się ponad Lasem Gąsienicowym i świszcząc, docierał do Stawu, toteż nie marudziliśmy tam długo i ruszyliśmy dalej.
Szlak niebieski wiedzie dookoła jeziora. Latem jest to tradycyjny chodnik, jakich wiele w Tatrach. Zimą natomiast, szlak znad Stawu w kierunku Zawratu może być nieprzetarty, ponieważ tam zapuszcza się już zdecydowanie mniej turystów. Przed nami akurat już ktoś go przetarł, więc mieliśmy ułatwione zadanie i mogliśmy z czystym sumieniem poświęcać się zdjęciom, zamiast mozolnie nurzać się w śniegu.

41

Kościelec z każdej perspektywy jest fotogeniczny

Sprawnie przemieściliśmy się za Staw, mijając po drodze rozstaj dróg na Granaty. Za stawem panowała grobowa cisza. Można było tam usiąść i w spokoju chłonąć naturę całym swoim jestestwem. Nie dla nas takie luksusy – przed nami nadal pozostawała najtrudniejsza część wycieczki.  Naszym celem był zachód słońca na Zawracie i chyba byliśmy w lekkim niedoczasie. Minęliśmy dużo osób schodzących, a ludzie, którzy szli za nami, odbili na Granaty. Wyglądało na to, że dzisiaj jako ostatni wejdziemy na Zawrat i tak też było.

48

49

Przed nami widać ludzi, którzy skręcą na Kozią Przełęcz

53,5

Fot. Kamil Brenk – http://www.mywildside.pl

56

57

Widać już Zawrat. To największe wcięcie w grani

Podczas robienia tego zdjęcia, po lewo mieliśmy Zmarzły Staw. Przez chwilę pomyślałem, że według map powinien gdzieś tu być, bo chciałem go zobaczyć. Właściwie to zobaczyłem, ale nie byłem tego świadomy, bo kurwiszon był zamarznięty i przykryty śniegiem, a ja nie spostrzegłem nic podejrzanego. Cóż, może latem będzie go widać? 😀
Zawrat na ostatnim zdjęciu wydaje się być łatwo osiągalny. Zdecydowanie tylko wydaje się. Ostatnie 100-200 m n.p.m. było trochę mordercze. Żleb stanął dęba, a osuwający się, głęboki śnieg skutecznie uprzykrzał życie.

50

Fantazyjne formy skalne w otoczeniu żlebu

60

Tak blisko, a tak daleko…

Tak jak czekan wcześniej był niekonieczny, teraz stał się niezbędny. Odkąd zaczęliśmy właściwe podejście żlebem, łydki wyły z bólu. Od jakiegoś tygodnia dokuczało mi kołatanie serca związane ze stresem, które w momencie podejścia manifestowało się z całą siłą.

IMG_8386_DxO

Fot. Kamil Brenk – http://www.mywildside.pl

IMG_8418_DxO

Ja kontra lawinki pyłowe / Fot. Kamil Brenk – http://www.mywildside.pl

W tamtej chwili, zacząłem zadawać sobie pytania: “Po co ja to właściwie robię? Nie mogłem pojeździć rowerem albo napić się piwa na bulwarach? Czy jestem po*ebany? Quo vadis?” Odpowiedzi przyszły same, ale na górze.
Powinienem był dawno schować aparat, ale tego nie zrobiłem. To zawsze ryzyko, ale  inaczej nie zrobiłbym tego zdjęcia:
62.jpgTo było już niedaleko przełęczy. Przed nami został tylko jeden mały kominek, który pokonałem w trochę dziwacznym stylu, chcąc chronić huśtający się na szyi aparat. Za kominkiem już tylko parę dużych kroków, kilka łagodnych metrów… i nirwana.
Tego dnia osiągnęliśmy Zawrat idealnie na zachód słońca. Zmęczyłem się nie lada, podejście ciągnęło się jak smoła, przysporzyło trudności. Właściwie, to było moje pierwsze poważniejsze wyjście zimowe w Tatrach. Dzięki temu, że wolałem zapieprzać pod górę niż siedzieć w letargu przy kompie *jak teraz*, zobaczyłem niezwykłe miejsce w scenerii, którą zapamiętam po grób. Trochę pakowania, kanapki na drogę, 7 godzin w pociągu, 8,5 km na szlaku, 6,5 km pod górę, ponad 1 km przewyższenia i bluzgi na czym świat stoi. Wszystko, żeby przeżyć te kilkanaście minut na Zawracie w huraganowym wietrze. Żeby stracić czucie w palcach i wracać po ciemku. Mimo wszystko, bez wahania mówię- warto! Warto jak cholera. Wrzucam zdjęcia i starczy tego pisania. Bo to co chce wyrazić wymyka się wszelkim próbom sensownego opisu.
63646571

6667706973Piszę bloga i wstawiam zdjęcia po to, aby dotrzeć do Ciebie ze swoim przesłaniem. Warto opuścić bezpieczną przystań i trochę się zmęczyć. Żyje się raz, a wczorajszy dzień to już historia. Piszmy wielką historię i nie żałujmy sił na przeżycia.
..
Zrobiło się zbyt poważnie, więc oto moja krzywa morda na odprężenie

IMG_8504_DxO-1.jpg

Fot. Kamil Brenk – http://www.mywildside.pl

 


Dziękuję, że wytrwałeś do końca. Jeśli tylko podobają Ci się moje głupoty- polajkuj, udostępnij, podaj dalej! Ikonki społecznościowe w menu bocznym. Dzięki!

H.

 

 

 

This entry was posted in Tatry.

3 comments on “Przełęcz z charakterem – czyli zimowy Zawrat

  1. Highmom_ says:

    Poprawiłeś mi humor na dobranoc! Piękne zdjęcia i świetny tekst !

    Liked by 1 person

    1. wiercepieta says:

      Cieszę się! I mocno dziękuję 😉

      Like

Leave a Reply
Your email address will not be published. Required fields are marked *

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

%d bloggers like this: